Jaka jest różnica pomiędzy przekierowaniami 301,302 i 303?

Rodzaje przekierowań:
301 – to przekierowanie permanentne. Takie przekierowanie powoduje, że zarówno użytkownicy jak i roboty trafią na nowy adres. Dodatkowo domena przekierowana zostaje wyindeksowana z wyszukiwarek i wszystkie prowadzące do niej backlink’i i PageRank przechodzą na nową domenę.
302 – to przekierowanie tymczasowe. Użytkoniwcy nie zauważą różnicy, ale roboty tak. Informuje ono roboty internetowe, że dana strona jest dostępna pod nowym adresem tylko tymczasowo, dzięki czemu przekierowywana domena nie zostanie wyindeksowana z wyszukiwarek.
303 – to przekierowanie wykorzystywane w formularzach z POST. Należy go używać, gdy przekierowanie następuje w odpowiedzi na wyslany formularz. Dzięki temu, przeglądarka nie odmówi przekierowania, ani nie będzie wysyłała formularza ponownie.

Jak przekierować domenę w panelu DirectAdmin?

Rozważmy kilka wariantów:

I. Posiadam dwie domeny i obie są podpięte do Panelu Hostingowego, chciałbym ustawić przekierowanie z domena1.pl na domena2.pl

1. Logujemy się do Panelu Hostingowego, wybieramy domenę z której chcemy zrobić przekierowanie. W naszym przypadku klikamy w domena1.pl

2. Wybieramy „Przekierowanie URL”

3. Jako docelowy URL wpisujemy domena2.pl

Proszę zwrócić uwagę, że w naszym przypadku nastąpi przykierowanie z http://domena1.pl na http://domena2.pl. Nie nastąpi przekierowanie jeśli ktoś wpisze w przeglądarce np. http://domena1.pl/podstrona. Wykonanie bardziej złożonego przekierowania wymaga edycji pliku .htaccess w katalogu public_html przekierowywanej domeny.

II. Chcę zrobić przekierowanie z domena1.pl na domenax.pl, przy czym domenax.pl nie jest utrzymywana na serwerach ODT.
Postępujemy identycznie jak w punkcie I, w polu docelowy URL wpisujemy domenax.pl

III. Chcę aby zawartość mojej witryny była identyczna pod dwoma adresami tj. domena1.pl i domena2.pl

1. Należy zalogować się do Panelu Hostingowego.
2. Jeśli pliki naszej strony wrzuciliśmy do katalogu /domains/domena1.pl/public_html/ należy skasować z Panelu Hostingowego domenę domena2.pl. Dla sytuacji odwrotnej postępujemy analogicznie.
3. Wybieramy „Wskaźniki domeny”.

4. Przy dodawaniu nowego wskaźnika należy wpisać źródło domeny, czyli adres, którego dotyczyć będzie wskaźnik. W naszym przypadku będzie to domena2.pl
5. Proszę zwrócić uwagę na opcję „Utwórz jako Alias”.

6. Zaznaczenie „Utwórz Alias” spowoduje, że zawartość strony oraz kont pocztowych tej domeny będzie identyczna jak dla domena1.pl. Tworzenie aliasu powoduje, iż w pasku adresowym przeglądarki nie nastąpi zmiana adresu z domena2.pl na domena1.pl – nadal widoczny będzie adres domena2.pl natomiast przeglądarka wyświetli zawartość strony domena1.pl.
7. Brak „Utwórz Alias” spowoduje, że wskaźniki dotyczyć będą głównie zawartości kont pocztowych, natomiast z punktu widzenia strony www, taka sama zawartość strony będzie wyświetlana zarówno pod adresem domena1.pl, jak i domena2.pl. Różnica polega na tym, że w pasku adresowym przeglądarki nastąpi zmiana adresu z domena2.pl na domena1.pl.
8. Wskaźniki domeny odnoszą się również do kont pocztowych. W praktyce oznacza to, iż użytkownik będzie mógł używać kont pocztowych dostępnych pod adresami: nazwa@domena1.pl, nazwa@domena2.pl, które będą traktowane jako jedno konto pocztowe.

Strona w budowie, czyli czego robić nie wolno

W latach 90-tych charakterystyczny znaczek robotnika z łopatą i napis „under construction” można było spotkać w internecie na każdym kroku. Postać informująca, że strona którą widzimy nie jest produktem finalnym, występowała w wielu odmianach, od robotnika kopiącego, po robotnika odpoczywającego, aż na robotniku z charakterystyczną butelką kończąc. Pracownika czasami zastępowały spychacze, koparki lub inny sprzęt drogowy, ale przekaz był ten sam, czyli „strona w budowie”. Ot, specyficzne poczucie humoru, charakterystyczne dla początków internetu. Minęły lata, znaczek robotnika stał się démodé, ale widmo „strony w budowie” nadal krąży po internecie.

Czym właściwie jest „strona w budowie”? Najprościej powiedzieć, że to strona, której nie ma… To strona, która przekazuje komunikat, że w miejscu, w którym użytkownik spodziewał się znaleźć określone informacje nie ma nic. Być może kiedyś będą, ale na razie jest pusto. Kiedy? Taka informacja na stronach „w budowie” to prawdziwa rzadkość, właściciele stron stawiają na cierpliwość i wyrozumiałość internautów. Trzeba przyznać – „śmiała” taktyka…

O ile strona w budowie jest czymś, na co mogą pozwolić sobie prywatni użytkownicy internetu, którzy swoje strony WWW traktują jako hobby, o tyle absolutnie nie powinni tego typu praktyk dopuszczać się właściciele witryn firmowych. I oczywiście nie chodzi tylko o użycie wspomnianego znaczka z robotnikiem, czy innego, równie topornego animowanego obrazka, ale o sam fakt, że internauta odwiedzający adres WWW firmy otrzymuje jedynie suchy komunikat „strona w budowie”. W czasach, gdy internet jest jednym z ważniejszych źródeł komunikacji, gdy strona WWW pełni funkcje biura, tyle że w innym, wirtualnym wymiarze, takie zachowanie jest niedopuszczalne. Z co najmniej kilku powodów.

Po pierwsze – denerwuje internautów. Użytkownik odwiedzający konkretny adres w internecie spodziewa się zastać tam określoną zawartość i otrzymać interesujące go informacje. Gdy zamiast tego otrzymuje suchy komunikat „strona w budowie” musi być siłą rzeczy zawiedziony i poirytowany. Jest wielce prawdopodobne, że będzie to jego ostatnia wizyta na tej stronie i – również bardzo prawdopodobne – ostatni kontakt z nonszalancką firmą. Ostatnio można zaobserwować pewną dziwną i niepokojącą tendencje wśród firm. Otóż na skutek działań pr-owych – celowych lub nie – firmy informują o starcie nowej witryny z pewnym wyprzedzeniem. Brak zgrania w czasie takich działań z faktycznym startem serwisu może przynieść bardzo duże szkody. Zwyczajnie, firma może stracić sporą część klientów.

Po drugie – pogarsza wizerunek firmy. To wynika w prostej linii z punktu opisanego powyżej. Nikt nie lubi, jak się go traktuje niepoważnie. Wielu internautów odbiera to jako brak szacunku lub brak profesjonalizmu danej firmy. Jedno i drugie fatalnie wpływa na wizerunek i bywa trudne do naprawienia. Należy także unikać sytuacji, w której witryna firmowa działa, ale jest niekompletna. Użytkownik, który podczas oglądania serwisu zbyt często zamiast oczekiwanych informacji natrafia na „stronę w budowie”, również nie będzie miał dobrego zdania o firmie.

Po trzecie – źle wpływa na pozycjonowanie. Jak mawiają specjaliści od pozycjonowania „jeśli nie ma Cię na pierwszych stronach wyszukiwarek, to wcale Cię nie ma”. Oczywiście „strona w budowie” nie pomaga, aby te kluczowe pozycje osiągnąć. Mechanizmy indeksujące wyszukiwarek, zamiast pozycjonować stronę pod względem słów kluczowych i wartościowej treści pozycjonują stronę z uwzględnieniem frazy „strona w budowie”. A jeśli na takiej stronie zostaną umieszczone słowa kluczowe, które dopiero mają znaleźć się na danej stronie, wyszukiwarki mogą uznać to za próbę oszustwa i skutek będzie odwrotny do zamierzonego.

Czasami jednak zdarza się, że strona gotowa nie jest. Co wtedy należy zrobić? Właściwym rozwiązaniem jest tymczasowa strona-wizytówka. Co powinna zawierać dobra strona tymczasowa? Powinniśmy pamiętać o kilku podstawowych elementach:

Dane kontaktowe – poza nazwą i logo firmy to podstawowe informacje, jakie muszą się na takiej stronie znaleźć. Im więcej danych teleadresowych i kontaktowych tym lepiej. Użytkownik, którego brak strony nie odstraszy, będzie wiedział, jak się z nami skontaktować.

Krótki opis działalności – oczywiście nikt nie wymaga, aby na stronie wizytówce znajdowała się pełna oferta firmy, ale dwa lub trzy zdania na ten temat powinny się znaleźć. Można je umieścić pod logo i nazwą firmy. Dzięki temu można łatwo określić profil i rodzaj firmy.

Informacja o uruchomieniu właściwej witryny – taka informacja sprawia właścicielom serwisów najwięcej kłopotu i tej informacji najczęściej brakuje. Dobrze jednak zadać sobie trochę trudu i choćby z grubsza określić datę pojawienia się finalnej wersji witryny, na przykład „do końca marca 2007 roku”. Podając datę startu strony należy pamiętać, by była ona realna. Jeżeli napiszemy, że nowa strona będzie działała „5 marca 2007” i nie uda nam się tej daty dotrzymać, to znowu wracamy do punktu wyjścia: internauci mogą czuć się urażeni i traktowani przez firmę niepoważnie i nieprofesjonalnie.

Niedziałająca lub źle działająca strona może narazić firmę na trudne do naprawienia straty – może podważyć zaufanie obecnych i potencjalnych klientów. Warto do takich „wizerunkowych” strat po prostu nie dopuszczać, tym bardziej, że nie jest to takie trudne.

Ikona strony (favicon.ico)

Ikona strony

(Internet Explorer, Netscape 7/Mozilla/Firefox, Opera 7)

gdzie jako „adres ikony” należy podać URL, pod którym znajduje się ikona, np.: http://www.mojastrona.pl/favicon.ico

Polecenie to pozwala dodać ikonkę (favicon.ico), która będzie widoczna w przeglądarce przy adresie naszej strony. Typowy rozmiar ikony to 16×16 pikseli. W systemie Windows jest dodatkowa możliwość umieszczenia skrótu na pulpicie – wtedy przydatna może być ikona o rozmiarach 32×32. Format *.ico pozwala zapisać dwie wersje rozmiaru w jednym pliku. Niektóre przeglądarki – nie MSIE 6 – pozwalając również używać innych formatów graficznych, takich jak np. PNG.

Ikona strony może się wyświetlić automatycznie, nawet bez potrzeby wstawiania powyższego znacznika, jeśli będzie nosiła nazwę favicon.ico i zostanie zapisana w głównym katalogu na serwerze WWW, czyli np. http://www.example.com/favicon.ico (Internet Explorer, Firefox, Opera).

Niestety niektóre przeglądarki pobierają ikonę strony tylko raz, a później rzadko jest ona odświeżana (albo nawet wcale). Więc jeśli kiedyś wprowadzimy nową, może to nie dać żadnego efektu, bo np. Internet Explorer zapisuje ikonę przy dodawaniu strony do ulubionych. Dlatego zanim wprowadzimy taki dodatek, warto go wcześniej dobrze dopracować.

W Internet Explorerze 6 aby ikona była widoczna, trzeba dodać stronę do ulubionych. Aby odświeżyć ikonę, należy usunąć stronę z ulubionych, a następnie dodać ją tam ponownie (ikona będzie widoczna po ponownym otworzeniu przeglądarki). Czasem pomocne okazuje się również wyczyszczenie historii przeglądanych stron.

Przyspieszanie WordPressa

Jeżeli prowadzisz bloga w oparciu o wordpressa może zainteresuje Cię sposób przyspieszenia działania twojej strony www.

WordPress jako doskonały system blogowy posiada mnóstwo ciekawych (w wiekszości darmowych) pluginów usprawniających jego działanie. Każdy zainstalowany widget powoduje jednak, że ilość zapytań kierowanych na serwer rośnie, a w efekcie czas potrzebny na wykonanie procesów ulega wydłużeniu. Efekt jest taki, że strona zaczyna zwalniać.

Jak temu przeciwdziałać? Jest na to prosty sposób – za pomocą kolejnego pluginu.

WP Super Cache – pozwala on na obniżenie ilości zapytań do bazy SQL naszej strony głównej nawet do 70%. Efekt (szczególnie w mocno obładowanych pluginami stronach) widoczny jest gołym okiem. Dodatkowo, oprócz szybszej pracy w znaczący sposób można w ten sposób oszczędzić na hostingu.

Cachowanie pozwoli na umieszczenie części niezbędnych informacji w pliku statycznym w związku z czym nie ma konieczności pobierania kodu php i kompliowania go na potrzeby wyświetlanej treści.

link do ściągnięcia: http://wordpress.org/extend/plugins/wp-super-cache/

Jak wybrać dobry hosting – 6 rzeczy, o których musisz pamiętać

Po pierwsze: Czym jest hosting, a czym nie jest?

Hosting to inaczej mówiąc dzierżawa fragmentu powierzchni na serwerze współdzielonym, czyli takim, na którym funkcjonują również inni użytkownicy. Dostarczany jest wraz z pełną obsługą administracyjną świadczoną przez firmę sprzedającą usługę hostingową. Należy pamiętać, że niesie to z sobą wiele ograniczeń, między innymi niewielkim wpływ na środowisko pracy serwera czy dość mocno ograniczone zasoby serwera. Hosting nie jest usługą dla dużych i rozbudowanych serwisów, czy też użytkowników o bardzo specyficznych wymaganiach.

Jednak to co dla jednych jest wadą, dla drugich może być zaletą. Świadczona administracja to wygoda, gdyż o poprawne działanie maszyn i oprogramowania zawsze dba firma hostingowa. Z kolei dzięki temu, że jedna maszyna jest dzielona na bardzo wielu użytkowników, możliwe jest obniżenie ceny. Standardowo koszt usługi hostingowej o przeciętnych parametrach oscyluje wokół 300 zł rocznie, choć zdarzają się też oferty poniżej 100 zł.

Po drugie: Przed wyborem sprecyzuj wymagania

Na pierwszy rzut oka wszystkie oferty wydają się być zbliżone do siebie. Wszak oferenci licytują się tylko na kilka podstawowych parametrów i cenę. Gdy jednak przyjrzeć się bliżej, konfiguracje serwerów u różnych dostawców mocno się od siebie różnią.

Jeśli hostingu potrzebujesz do podstawowych zastosowań biznesowych, zwróć uwagę na używane oprogramowanie do obsługi poczty, m.in. jakość mechanizmów antyspamowych oraz to czy webmail jest wygodny. Ważne dla ciebie będzie też to, aby serwery były szybkie i stabilne. Czyli sprawdzone rozwiązania w miejsce pogoni za nowinkami w zakresie oprogramowania.

Nieco inaczej ma się sprawa w przypadku, gdy hostingu potrzebujesz, ponieważ jesteś webdeveloperem. Tutaj istotne dla ciebie będą takie niuanse, jak detale konfiguracyjne PHP, możliwość instalowania własnych bibliotek na życzenie, możliwość szerokiej konfiguracji usługi z poziomu panelu administracyjnego oraz duża ilość baz danych. A także być może dostępność specyficznych środowisk, jak Python czy wersja testowa PHP6. W tym przypadku możliwe, że będziesz poszukiwać firmy, która stara się dostarczyć wciąż najnowsze wersje używanego oprogramowania, nawet jeśli czasem utrudnia to konfigurację.

Dobierając parametry nie sugeruj się ilością oferowanego transferu. To prawda, że im więcej transferu, tym więcej użytkowników twojego serwisu będzie można obsłużyć bez dokupowania kolejnych pakietów. Mało który dostawca hostingu mówi jednak jasno, że więcej użytkowników serwisu to większe zużycie procesora. A w tym przypadku administratorzy mogą nie być już tak przychylni. Może się więc zdarzyć, że firma hostingowa rozwiąże umowę w związku z dużym zużyciem zasobów, nawet jeśli wykorzystany zostanie dopiero ułamek zakupionego transferu.

Po trzecie: Szukaj opinii w internecie

Przed decyzją o wyborze firmy hostingowej, warto sięgnąć do Google i wyszukać opinie w internecie na temat danego dostawcy. Pozwoli to łatwo zorientować się w mocnych i słabych stronach takiej firmy. Nie wykluczone również, że w serwisach i na forach internetowych z poradami uda ci się natknąć na oferty firm, których dotychczas nie rozważałeś.

Na opinie w internecie patrz jednak z dystansem. Pamiętaj, że piszą je zwykle osoby anonimowe. Ponadto bywają to często zaawansowani użytkownicy, w związku z czym mogą oni wytykać takie problemy i niedociągnięcia, które dla przeciętnego internauty nie będą stanowić problemu.

Przeszukując oferty w internecie trafisz na firmy różnej wielkości – od dużych i znanych, po mniejsze. Nie sposób jednoznacznie stwierdzić które są lepsze. Znani dostawcy hostingu to pewnego rodzaju gwarancja jakości (nie zawsze) i potwierdzenie bardzo potrzebnego w tej branży doświadczenia. Z drugiej jednak strony, praktyka pokazuje, że mniejsze firmy niejednokrotnie potrafią lepiej dbać o klienta niż te większe. Jednak decydując się na wybór rozwiązania od mniejszego dostawcy, koniecznie upewnij się, czy na stronie podawany jest komplet danych, takich jak numery REGON czy NIP. Wybieraj firmy o kilkuletnim doświadczeniu. Omijaj oferty podejrzanie tanie – jakość kosztuje.

Po czwarte: Nie zapominaj o bezpieczeństwie

Jeśli wykorzystujesz hosting do czegoś więcej niż prowadzenie strony o zwierzątkach domowych, bezpieczeństwo twoich danych jest kwestią kluczową. Ciężko z zewnątrz weryfikować wiedzę i doświadczenie administratorów. Jeśli jednak będziesz wybierać firmy działające na rynku od dłuższego czasu i nie posiadające złych opinii w internecie to można przyjąć, że ich serwery będą odpowiednio skonfigurowane. Możesz od wewnątrz uruchomić w ramach testów kilka narzędzi diagnostycznych – m.in. sprawdzić czy masz dostęp do katalogów z danymi innych użytkowników.

Ale bezpieczeństwo danych to również regularne kopie zapasowe. Dyski twarde są urządzeniami zawodnymi. Dlatego konieczne jest wykonywanie regularnych kopii zapasowych przez dostawcę usługi hostingowej. Najlepiej jeśli takie kopie wykonywane są przynajmniej raz na dobę. Są firmy, które dodatkowo przechowują takie codziennie kopie przez kilka dni, co w przypadku późno zauważonej awarii pozwala również zniwelować jej skutki.

Kontaktując się z rozważanym dostawcą hostingu zapytaj o warunki i koszty korzystania z kopii zapasowej. Odzyskanie przypadkiem skasowanego pliku czy maila potrafi być wygodne. Wiele firm taką usługę oferuje w cenie hostingu.

Po piąte: Dobry hosting to szybki hosting

Na szybkość i jakość hostingu składa się wiele czynników. Jest to głównie realna szybkość serwerów i przepustowość łączy internetowych. Ten pierwszy trudno zweryfikować, gdyż nawet jeśli firma hostingowa chwali się posiadanymi maszynami, to nie da się z zewnątrz ocenić ilu klientów korzysta z danego serwera oraz w jakim stopniu go obciążają. Jedyna rada to dokładnie przetestować konto przed zakupem oraz szukać opinii w internecie.

Nieco inaczej jest z łączami internetowymi. Tutaj sprawa jest prosta – standardem dla firmy hostingowej dobrej klasy jest przepustowość łączy minimum 100 Mb/s i więcej. Wiele firm posiada już łącza o wielokrotności 1 Gb/s. Nie należy wybierać dostawcy, który ma węższe wyjście do internetu.

Jeszcze ważniejsza jest ilość dostawców. Firma powinna móc się pochwalić łączami od przynajmniej dwóch różnych dostawców, spiętych protokołem BGP. Jest to konieczne, aby w przypadku awarii na jednym z łączy móc bez większych zakłóceń kontynuować przesyłanie danych po łączach alternatywnych.

Warto pamiętać, że zależnie od tego czy serwery zlokalizowane są w Polsce czy zagranicą, mogą występować różnice w cenach. Podobne usługi na łączach w Polsce będą droższe, ale też standard firm hostingowych, które decydują się na uruchamianie rozwiązań hostingowych w naszym kraju, jest zwykle wyższy.

Po szóste: Przetestuj usługę

Gdy już wybierzesz odpowiednią firmę, czas na jej weryfikację. Niemal każdy dostawca usług hostingowych oferuje kilkunastodniowy okres próbny. Warto aktywnie z niego skorzystać, porównując rozwiązania kilku firm. Sprawdź czy odpowiada ci konfiguracja, panele administracyjne i systemy poczty. A także, czy wgrane skrypty uruchamiają się szybko (warto zrobić benchmarki i sprawdzić szybkość działania popularnych systemów, np. forum phpBB).

W trakcie okresu próbnego przetestuj także pomoc techniczną – sprawdź w jakim czasie odpowiadają na twoje pytania i z jakim poziomem szczegółowości. To tak jak z kupowaniem samochodu – obiektywnie jeden może być lepszy od drugiego, ale ostatecznie i tak najlepiej samemu dokonać jazdy próbnej.

Import dużej bazy danych SQL

Ile razy próbowaliście przenieść (importować) bazę danych na serwer za pomocą phpMyAdmin i okazywała się za duża? W większości firm hostingowych maksymalny rozmiar importowanej bazy jest ograniczony i wynosi około 5-16MB, jednak już przy plikach większych niż 5MB serwer potrafi zwrócić błąd 500 – “wewnętrzny błąd serwera”.

Jak temu zaradzić? Jest prosty sposób 🙂

Istnieje taki programik pozwalający importować bazę danych nie z dysku naszego komputera, lecz bezpośrednio z serwera. Nazywa się BigDump.
Można go pobrać ze strony http://www.ozerov.de/bigdump.php (pierwszy link pod napisem “Download”). Skrypt zajmuje jedynie 9KB.

Po pobraniu, rozpakowujemy w dowolne miejsce i edytujemy plik bigdump.php (możemy to zrobić nawet notatnikiem).

Musimy edytować konfiguracje naszego serwera bazy danych (Database configuration) w pliku bigdump.php

Krok 1:

Edytujemy pola (wiersze 40-43)

$db_server = ”;
$db_name = ”;
$db_username = ”;
$db_password = ”;

Między cudzysłowem ” należy wpisać ustawienia serwera bazy danych. W kolejności: host serwera, nazwa bazy danych, nazwa użytkownika, hasło.

Przykładowa konfiguracja:

$db_server = ‘localhost’;
$db_name = ‘nazwa_bazy_danych’;
$db_username = ‘nazwa_użytkownika’;
$db_password = ‘hasło’;

(host serwera w przypadku firehost.pl jest inny niż localhost: sql.firehost.pl)

Krok 2:

edytujemy w pliku bigdump.php wartość (wiersz 65):

$db_connection_charset = ”;

przykładowe wartości kodowania: utf8, latin1, latin2, cp1251, koi8r (należy wpisać właściwą dla importowanej bazy danych między cudzysłowem)

Krok 3:

Zapisujemy plik na naszym dysku. Następnie razem z bazą danych (którą chcemy importować) wysyłamy na serwer np przez FTP (nie będę tłumaczył jak to zrobić) do dowolnie wybranej lokalizacji.

Na przykład mamy stronę www.naszastrona.pl. Przez FTP tworzymy podkatalog baza danych tak by jego adres był: www.naszastrona.pl/baza_danych. Tam przenosimy wszystkie pliki (bigdump.php oraz plik bazy danych (w formacie .sql)).

Krok 4:

Uruchamiamy skrypt.

np. www.naszastrona.pl/baza_danych/bigdump.php

Naszym oczom powinna ukazać się:

bigdump.jpg

Baza danych którą wysyłaliśmy na serwer jest dostępna. Klikamy start import i czekamy.

import-duzej-bazy-danych.jpg

Trwa to kilka chwil. Baza zaimportowana.

Eksport, import bazy MySQL przy użyciu phpMyAdmin

Ile osób próbowało przenieść bazę danych z jednego serwera na inny i miało z tym problem ze względu na kodowanie polskich znaków? Ostatnio przenosiłem jedną z baz na nowy serwer i poszukałem rozwiązania tego problemu. Podejrzewam, że wiele początkujących programistów ma podobny kłopoty. Problem polega na tym, że jeśli tabela w MySQL posiada kodowanie latin1 lub latin2, a tekst w polach utf8, to baza “zamyka” utf8 wewnątrz latinX. Tekst wyświetla się prawidłowo w phpMyAdmin, ale jest problem z przeniesieniem bazy. Na szczęście jest na to prosta rada. Wystarczy po wyeksportowaniu bazy do pliku dodać na początku linijkę: SET NAMES ‚utf8’; lub też inną sugerowaną stronę kodową, zamiast utf8. Po imporcie tak zmodyfikowanego pliku wszystko powinno śmigać.

Najbardziej niebezpieczne domeny internetowe

Jak co roku, jeden z największych producentów oprogramowania antywirusowego – firma McAfee przedstawiła raport ukazujący najbardziej niebezpieczne oraz najbezpieczniejsze domeny internetowe świata. W badaniu przeanalizowano 27 milionów stron, zarejestrowanych w 104 różnych domenach wysokiego poziomu (domeny takie jak .com, .gov, .info albo .pl). Dzięki badaniu przeciętny użytkownik może pilnować, aby nie pobierać danych z najbardziej niebezpiecznych domen lub nie rejestrować się w serwisach, które administrowane są z adresów znanych z rozsyłania dużej ilości spamu.

Cyberprzestępcy chcąc zarejestrować nielegalną stronę szukają domen w takich krajach, które oferują atrakcyjne ceny, nie posiadają odpowiednich uregulowań prawnych albo stosowana jest polityka „żadnych pytań”. W związku z powyższym, celem dorocznego badania McAfee jest zwrócenie uwagi najgorzej wypadających państw na występujący u nich problem rejestracji niebezpiecznych stron internetowych. Okazuje się, że raporty przynoszą oczekiwane rezultaty. Na przykład, zeszłoroczny lider niechlubnego rankingu najniebezpieczniejszych domen – Hong Kong (.HK) w tegorocznym zestawieniu spadł w dół aż o 34 pozycje. Dobrym przykładem polepszania jakości Internetu w danym kraju jest mała wyspa na Pacyfiku – Tokelau, która w rankingu z 2007 roku uzyskała ocenę ryzyka na poziomie 10,1 proc. (co oznacza, że aż 10 proc. domen rejestrowanych w tym regionie było niebezpiecznych). Tymczasem już w kolejnym roku wyspa Tokelau została wyceniona zaledwie na 1,43 proc.

Podsumowując tegoroczny raport firmy McAfee należy wspomnieć o kilku najistotniejszych wynikach. Spośród wszystkich przetestowanych domen 5,8 proc. było niebezpiecznych, co oznacza wzrost o 1,7 proc. w stosunku do roku 2008. Jednakże to pogorszenie wyniku może być spowodowane zmianą metodologii badania, która bierze pod uwagę większą liczbę domen i bada więcej parametrów. Najniebezpieczniejszą domeną okazała się domena Kamerunu (.CM) – aż 36,7 proc. stron w tej domenie zagraża bezpieczeństwu naszych komputerów. Drugie niechlubne miejsce zajęła bardzo popularna domena .COM z wynikiem 32,2 proc. zostając jednocześnie najbardziej niebezpieczną domeną ogólną. Najwięcej niebezpiecznych plików do pobrania znajduje się w domenie Rumunii (.RO) – około 21 proc. rumuńskich stron, z których można pobierać pliki zawierało wirusy, oprogramowanie szpiegujące lub adware. Domena .INFO okazała się być najbardziej spamującą – 17,2 proc. serwisów w tej domenie, wymagających podania adresu e-mail użytkownika (na przykład w celu rejestracji) rozsyłało niechciane wiadomości.

Na końcu listy rankingowej znalazły się najbezpieczniejsze domeny internetowe świata. Najbardziej pewną okazała się domena rządowa .GOV, a zaraz za nią uplasowały się odpowiednio: domena Japoni (.JP), edukacyjna (.EDU), Irlandii (.IE) i Chorwacji (.HR). Polska domena (.PL) znalazła się na 60. miejscu ze 104 badanych – nie jest to zła pozycja zważywszy, że na 61. miejscu z bardzo podobnym do polskiego wynikiem znalazła się domena Francji (.FR). Wypadliśmy również lepiej od domeny Wielkiej Brytanii (.UK, 55. miejsce), Unii Europejskiej (.EU, 58. miejsce) lub Rosji (.RU, 9. miejsce).W raporcie sprawdzano również ilość niechcianych wiadomości rozsyłanych z różnych domen. Spośród 330 000 przebadanych witryn zaledwie 2,8 proc. rozsyłało spam. Oznacza to znaczący spadek z 7,6 proc. w zeszłym roku. Niestety zmalała jedynie ilość spamujących domen, a nie liczba niechcianych wiadomości. Może to oznaczać, że metody rozsyłania spamu stają się z roku na rok coraz bardziej wyrafinowane i cięższe do wykrycia. Podobne wnioski nasuwają się, gdy spojrzymy na liczbę niebezpiecznych programów umieszczanych na stronach z plikami do pobrania. W tej kategorii znowu zauważamy spadek liczby stron z plikami zawierającymi wirusy, spyware albo adware z 4,7 proc. do 4,5 proc., ale jednocześnie nie zmalała liczba niebezpiecznych plików w sieci.

Dzięki podobnym jak ten rankingom szary użytkownik może bardziej świadomie przeglądać sieć. Niestety przestępcy są sprytni i stosują wiele wymyślnych sposobów, aby ofiara nie zorientowała się, że jej komputer został zainfekowany. Przykładowo, wchodząc na względnie bezpieczną domenę Francji (.FR) i pobierając plik z witryny, może się okazać, że sam plik znajduje się na stronie hostowanej w niebezpiecznej kameruńskiej domenie .CM.

Pełen raport możesz przeczytać tutaj (plik .PDF)

Domeny internetowe

W jaki sposób skutecznie zarabiać
na domenach internetowych?

Bardzo często w gazetach czyta się o kolejnych rekordowych transakcjach związanych z kupnem oraz sprzedażą domen internetowych. Rekordzistą ciągle jest sex.com, który został sprzedany kilka lat temu za przeszło 14 milionów dolarów! Wyobrażasz to sobie? Jedna transakcja, która pozwala Ci osiągnąć finansową niezależność i cieszyć się wysokim standardem życia.

Oczywiście druga aż tak dobra okazja się nie powtórzy, ale będą inne – a właściwie to są inne. Okazje cały czas się pojawiają. Należy tylko umieć je dostrzegać i wykorzystywać. Ostatnimi czasy inwestycja w domeny to jedna z najbardziej opłacalnych form lokowania pieniędzy, a nikt jeszcze nie opisał tego ciekawego zagadnienia w całości.

Ile możesz zarobić?

Cóż, to tak naprawdę zależy od wielu czynników.

Filip Lewandowski, autor ebooka, tak oto opisuje swoją historię:

„Moja przygoda z domenami zaczęła się parę lat temu. Wszystko zaczęło się od przypadkowego natknięcia się w Internecie na aukcję domen internetowych. Byłem zaskoczony cenami, które byli gotowi zapłacić ludzie za zwykłe adresy stron… „Zwykłe” – tak mi się wtedy wydawało. Pomyślałem: „Czemu nie?” – i postanowiłem spróbować.

Miałem 100 zł, w tamtych czasach była to kwota, za jaką można było zarejestrować 1 domenę (dziś już dużo, dużo więcej!) i postanowiłem wszystko zainwestować. Kiedy zarejestrowałem moją pierwszą domenę, byłem pewny, że zarobię na niej fortunę, los jednak okazał się okrutny i nie zarobiłem na niej ani grosza! Pół roku później postanowiłem znów spróbować i zarejestrowałem kolejną domenę.

Sprzedałem ją za 160 zł i byłem szczęśliwy z powodu mojego pierwszego zysku. Dalej wszystko toczyło się szybko, wiele czytałem o nowym e-biznesie na zagranicznych stronach (dzięki znajomości języka angielskiego), gdyż w Polsce temat nie był jeszcze tak popularny. Do dziś nikt nie opisał od A do Z, jak zacząć zarabiać na adresach WWW, istnieją jedynie teksty dla bardziej zorientowanych i doświadczonych w tym temacie.

Kupowałem coraz bardziej wartościowe domeny, sprzedawałem i sam dziwiłem się, że w tak prosty sposób można zarobić tyle pieniędzy. Może zaskoczę Cię teraz, ale po pół roku i po sprzedaży i parkingu około 50 domen zarobiłem około 31 tys. złotych!

A ile Ty wyciągniesz z tego dla siebie?

    Dzięki rejestracji adresu internetowego można zarobić naprawdę konkretne pieniądze. Za dowód niech posłuży poniższe zestawienie:

  • Sex.com – 14 mln USD (rok sprzedaży – 2006)
  • Porn.com – 9 mln USD (2007)
  • Diamond.com – 7,5 mln USD (2006)
  • Business.com – 7,5 mln USD (1999)
  • Beer.com – 7,5 mln USD (2004)
  • Casino.com – 5,5 mln USD (2003)
  • Shop.com – 5,5 mln USD (2005)
  • Vodka.com – 3 mln USD (2006)
  • CreditCards.com – 2,75 mln USD (2004)
  • Seniors.com – 1,8 mln USD (2007)
  • Zwróć uwagę na to, że:

    Praktycznie wszystkie powyższe domeny sprzedane zostały stosunkowo niedawno. Nie wiem, czy zdajesz już sobie sprawę z tego, że dla Ciebie jest to znakomita informacja. Dlatego, że – jak widzisz – biznes ten z roku na rok się rozwija i cały czas są jeszcze ogromne możliwości i perspektywy.